piątek 15.02.2013

 

wczorajsze wizyty przebiegły słodko, miło i przyjemnie - jakżeby inaczej w Walentynki;)

 

Dwie pierwsze panie postanowiły opiniować nas pozytywnie i skierować na szkolenie dla kandydatów na rodziny specjalistyczne, a pani z działu szkoleń patrząc na mamy cv (wydrukowane specjalnie na tę okazję...) stwierdziła nawet, że zawnioskuje o ZWOLNIENIE MAMY Z KONIECZNOŚCI KOŃCZENIA TEGO SZKOLENIA  no wow!!! Tacy jesteśmy! Na bogato;)

Trzecia pani przyjęła do wiadomości, że nie mamy generalnie większych problemów:)* A my przyjęlismy do wiadomości, że jak będziemy mieli, to możemy sie do niej zgłosić:)

 

*poza problemami z instytucjami, takimi jak jej macierzysta, które nie chcą nam przyznać statusu i świadczeń rodziny specjalistycznej:D, ale w tym nam nie może pomóc...

 

 

A dzisiaj dopadły mamę kolejne frustracje - i to ze strony z której njamniej by się spodziewała:( - jej przyjaciół taksówkarzy:(((( i uczestników warsztatów z KIS

A wszystko przez to, że zmieniliśmy sieć:-/

Dzisiaj, kiedy mama jechała do pracy (dlaczego mama buja sie taksami, opiszemy kiedyś przy okazji...) pan kierowca powiedział jej z przekąsem, że "tak, on słyszał o takim jednym, co też wziął sobie dwoje dzieci do rodziny zastępczej i tak się ustawił, że już pracować nie musi"...

Ludzie, wy sobie wyobrażacie, że ile tego zasiłku nasze dzieci dostają???!!!!

Tata KATEGORYCZNIE zabronił mamie wypowiadać się o finansach naszej rodziny na łamach Całego Wielkiego Internetu, więc żeby ostatecznie zakończyć ten temat wyznam tylko, że podstawowe, miesięczne koszty utrzymania jednego naszego dziecka (bez np. opłat za zajęcia dodatkowe) przekraczaja wysokość zasiłku całej trójki. No to jak się na tym ustawić???

 

No a potem jeden z uczestników warsztatów KIS zapytał mamę "CZY ZROBIŁA SOBIE DREADA, ŻEBY SIĘ ODMŁODZIĆ!!!!" aaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!! (to był cios poniżej pasa, bo mama ma jutro urodziny), mama cały wieczór szlochała, żę dotąd to pytali czy ona jest w ogóle pełnoletnia, chlip:(

 

Myślicie, że to koniec??? Nie!

Kiedy mama wracała taksówką do domu, kierowca zapytał ją, "czy to jej ta cała wataha, którą wiózł ostatnio na to samo hasło". "No moja" odpowiedziała mama, no bo cóż miała odpowiedzieć:)

Na co facet odwrócił się do niej i powiedział: "to opowiem pani kawał:

Pewna kobieta miała pięciu synów i każdemu dała na imię Jan. Znajomy pyta ją dlaczego, więc mu odpowiedziała - bo to wygodnie, jak wołam ich na obiad, to wystarczy, że zawołam jedno imię i wszyscy przybiegają. Znajomy nie odpuszcza - a jak chcesz pogadać tylko z jednym? - to wołam po nazwisku!!!"

 

No bardzo śmieszne...

CO TO JEST KURCZAKI ZA TYDZIEŃ??!!!!!!!!!! ;)

wtorek 12.02.2013

 

Uff... skończył się basen na AWF, a łyżwy ni stąd ni z owąd przenieśli nam na wtorki...

Jednym słowem... mama odzyskała środy;P

Na zdjęciach: ciocia Sylwia (mama Asi, najlepszej Psiapsióły Szefowej), pan Rafał - sławny nauczyciel wf-u i "Gość Od Wszystkiego" z Jedynej Słusznej Państwowej Szkoły Podstawowej oraz pani Magda, która organizuje szkolne wyjścia na łyżwy.

poniedziałek 11.02.2013

 

Na czwartek mamy umówione wizytacje związane z przekwalifikowaniem naszej rodziny na zawodową specjalistyczną.

Początkowo miały nas odwiedzić ( w Walentynki - jak uroczo:) dwie panie:

 - o 8:30 pani z MOPR w sprawie skierowania nas na szkolenie na rodzinę specjalistyczną

 - o 10 pani z Centrum Wspierania Rodzin "Swoboda" z działu szkoleń - j.w. w celu zaopiniowania, czy się na to szkolenie "nadajemy".

 

Ale jeszcze zadzwoniła dzisiaj pani koordynator rodzin. Każda rodzina zastępcza ma swojego koordynatora, który wspiera ją w jej codziennym działaniu - my naszego dotąd nie znaliśmy, ale "dzwonił pan i się tu dopytywał, to ja do państwa przyjdę,bo jeszcze się nie widzieliśmy". No i przydzie. O 14.

 

PS: Tak dla ciekawskich;) Mamy jeszcze "opiekuna rodzin", który dwa razy do roku wystawia nam pisemną "ocenę śródroczną pracy rodziny zastępczej" - czy jakoś tak; poza tym pracownika socjalnego z MOPR, który odpowiada za świadczenia, które otrzymują nasze dzieci, no i każde z naszych dzieci ma kuratora... (nie każde w sumie, Bebert JESZCZE nie ma...)

Kto się boi Gargamela, niechaj zaraz idzie spać...

to post dla tych, co się lubią bać...

poniedziałek 04.02.2013

 

Dzisiaj nie będzie miło i przyjemnie, o nie nie... nie ma co liczyć na serdeczności i posta pełnego miłości do świata, bo mama jest serio wku...rzona...

 

A wszystko przez to, że mama poszła na Zjazd Walny Stowarzyszenia Zastępczego Rodzicielstwa - to znaczy, całe szczęście, że poszła, bo nadal byśmy dawali z siebie głupków robić!!!!

Rok temu weszła w życie nowa ustawa dotycząca zastępczego rodzicielstwa.

Stoi w niej jak wół zapis, że rodziną specjalistyczną może zostać rodzina zastępcza, w której jest POWYŻEJ TRÓJKI DZIECI lub rodzina, w której JEST PRZYNAJMNIEJ JEDNO DZIECKO NIEPEŁNOSPRAWNE (sic!), a także wyjątkowo rodziny w innej sytuacji, jeżeli MOPR podejmie taką decyzję.

Oczywiście, że jest to zapisane znacznie bardziej bełkotliwym, urzędowym językiem, ale jak chcesz to czytać w oryginale, to usiądź w kącie z wydrukiem tekstu ustawy, a nie naszą stronę czytasz i się czepiasz (ostrzegaliśmy... dzisiaj tu nie ma co...).

Jak sami widzicie spełniamy obydwa warunki. Zaczęliśmy się zatem rok temu dopytywać - jak mamy się przekwalifikować na rodzinę specjalistyczną, bo jest to nie ma co owijać w bawełnę - dość intrantne dla nas. Jeden z rodziców w rodzinie specjalistycznej otrzymuje wynagrodzenie (około 1,5 tys złotych) i jest za niego opłacany ZUS. Minusem dla mnie byłoby to, że musiałabym zrezygnować z pracy, którą bardzo lubię i w której czasami zarabiam mniej, ale z reguły więcej, niż to 1,5 tysiaka;) 

Przez cały ten rok, przy każdej okazji wypytywaliśmy naszych koordynatorów, pracowników socjalnych, kuratorów, pracowników MOPRu oddziału rodzin zastępczych i opiekunów rodzin zastępczych z Domu Dziecka nr 1. (wraz z nową ustawą namnożyło się jeszcze więcej tych, którzy się nami "opiekują").I co? I nic... Spychologia po całej linii... "Ja za to nie odpowiadam, ale popytam", www.panihalinka.pl etc...

 

A jak poszła mama na ten zjazd SRZ to się okazało, żę wszyscy albo juz się przekwalifikowali na specjalistyczą, albo są własnie w trakce szkolenia, albo to rozważają... bez względu na liczbę dzieci, czy ich stan zdrowia. No hej!

 

Zatem zaraz przy poniedziałku tata pojechał do MOPRu - rozmawiał z kim trzeba (BEZ NAZWISK! i tak nam się oberwie za szczerość tego posta:( ) i okazało się, że no oczywiście, nie ma sprawy. Mamy złożyć wniosek o przekwalifikowanie na rodzinę zawodową specjalistyczną. Wtedy zostaniemy skierowani na szkolenie, będziemy musieli przejść pozytywnie dwie oceny kwalifikujące w miejscu zamieszkania - jedną przeprowadzoną przez pracownika MOPR, drugą przez pracownika działu szkoleń Centrum Wspierania Rodzin - oraz testy psychologiczne. Tylko niestety nikt nam nie może niczego obiecać - że na pewno w tym roku, jak skończymy szkolenie, to zostaniemy przekwalifikowani, bo budżetu się nie rozciągnie i nie wszystkie wnioskujące rodziny dostają przekwalifikowanie...

 

I tu dochodzimy do meritum maminej wścieklizny...

Nie chodzi o to wszystko wyżej opisane, tylko o to, że kiedy dostawaliśmy trzecie dziecko, niepełnosprawne dziecko, to nikt nas nie szkolił, nie oceniał i nie musieliśmy robić z tej okazji żadnych testów psychologicznych (Adasia pierwszy raz zobaczył pracownik socjalny kilka miesięcy po tym, jak przywieźliśmy go do domu). Ale kiedy upomnieliśmy się po czterech latach o dodatkowe pieniądze - dla tego dziecka, bo nie dla mamy na kosmetyczkę przecież są te pieniądze!!!! - to od razu...

 

 

Uff...trochę mamie ulżyło jak się poskarżyła CAŁEMU INTERNETOWI;)

No a poza tym sąsiad z dołu gra właśnie na trąbce "Cabaret"

KOCHAM TU MIESZKAĆ:)))

poniedziałek 28.01.2013

 

Mama stwierdza: KOCHAM SZKOŁĘ!!!

Uff... jakoś przetrwała te ferie, ale...jeszcze choć jeden dzień dłużej - skończyłabyw kaftanie;)

Za wynalezienie przedszkoli i szkół, a w szczególności dyżurów w okresach feryjnych KTOŚ POWINIEN DOSTAĆ POKOJOWĄ NAGRODĘ NOBLA...

czwartek 24.01.2013

Prześcieradło wiszące na karniszu nie sprawdziło się jako tło:-/

Jednak trzeba będzie odwiedzić wujka Łukasza w studio fotograficznym "Czarna z Cukrem" albo nawet ciocię Agnieszkę w Kórniku;)

wtorek 22.01.2013

Straciliśmy salon na rzecz luster, wieszaków z kostiumami, koszy z maskami i kapeluszami...

U nas TRWA KARNAWAŁ!!!!

Stan narodu: trzech zakatarzonych, jeden kaszlący, gorączkuje dwoje + mama... No i Grupa Pozornie Dowodząca nadal uszczuplona o Ciocię Dorotę, która walczy ze swoimi zatokami u siebie w domu:(

niedziela 20.01.2013

 

Tata nauczył Adasia grać w domino. I to na "tradycyjnych" kostkach.

Na razie co poniektórzy grają na "otwarte kostki", ale grunt, że grają:)

A dodatkowa nauką jest "To nic nie szkodzi, że tym razem przegrałem. Może następnym razem mi się uda" Prezesa... Oj, trudna to nauka! 

(Prezes wygłasza tę formułkę, kiedy przegra, a wszyscy pozostali gracze biją mu wtedy brawo, że tak dzielnie radzi sobie z przegraną;)

kto powiedział, że domino to spokojna i bezpieczna gra...

sobota 19.01.2013

 

W domu można oszaleć z przeziębionymi, jęczącymi, zasmarkanymi i domagającymi się opieki facetami, więc okazałyśmy się z Szefową nieczułe i uciekłyśmy na Koncert Familijny do Opery. Mało tego - zaoszczędzone kosztem cierpiących Porzuconych w Chorobie i Nieszczęściu - bilety opyliłyśmy ciotce Asi i Maksowi;p

BYŁO SUPER! Bardzo polecamy tę inicjatywę edukacyjną Opery poznańskiej. Koncert był na wspaniałym poziomie, fabuła była interesująca i zabawna i dla dzieci i dla dorosłych (w przeciwieństwe do modnych od jakiegos czasu kreskówek zabawnych tylko dla dorosłych...) a przy okazji naprawde sporo sie nauczyliśmy o rodzajach instrumentów, składzie orkiestry, pracy dyrygenta, etc... I nie miało to nic wspólnego z nudnym zadęciem dydaktycznym, które czasami towarzyszy takim próbom połaczenia zabawy z nauką...

Więcej (?), tutaj:

http://www.poznan.pl/mim/events/2013-01-20/upior-w-orkiestrze-koncert-familijny,64065.html

Z niecierpliwością czekamy na kontynuację pomysłu na koncerty familijne!

piątek 18.01.2013.

 

TO KONIEC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

CIOCIA DODOTA SIĘ ROZCHOROWAŁA NA POWAŻNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czwartek 17.01.2013

 

Robi się coraz ciekawiej...

Rano jeszcze się wybraliśmy na wyjście ze szkołą baletową - zwiedzanie Teatru Wielkiego.

Ale pod wieczór stało się jasne, że ziemski wirus grypy opanował naszą kosmiczną bazę!

Jak na razie rozłożyli się: ciocia Dorota i mama trochę, tata, Prezes i Bebert całkiem. Paddington trzyma sie resztkami sił. A Szefowa... stało się jasne, że przez ostatnie lata wodziła nas za nos! przekierowując podejrzenie o pochodzenie z Innej Planety na swoich młodszych braci!!! Jakżeby inaczej tylko ona oparła by się ziemskiej chorobie???

środa 16.01.2013

 

Ogarnął nas szał taneczny...

Szefowa i Prezes mają obsesję na punkcie baletu już od czasu wyjścia na spektakl "Dziadka do Orzechów" (bilety na ten mega-piękny i przecudowny spektakl, wystawiany w poznańskim Teatrze Wielkim, sprezentowała nam w grudniu Ciocia Wiesia - mama Druhny Qundzi:), najprawdziwsza śpiewaczka operowa! ).

Prezes - kiedy zobaczył stroje baletmistrzów w "Walcu Śnieżynek" stwierdził, że "może nawet już nie będzie chciał być dziewczynką"... 

A teraz ta szkoła baletowa - dopełniła dzieła;)

Nie unikniemy zapisania tej dwójki na regularne zajęcia po feriach:)

 

Dzisiaj byliśmy w Teatrze Wielkim na balecie "Romeo i Julia". Niestety Prezes dostał straszliwego, suchego kaszlu i gorączki, wiec po pierwszym akcie(??? - w każdym razie na pierwszej przerwie;p ) pojechaliśmy do domu.

Może to i dobrze - póki co, dla mojej młodej młodzieży "Romeo i Julia" to tylko piękna opowieść o miłości. O tym "jakie jest życie" i jak się ta historia kończy, dowiedzą się w swoim czasie;)

zdjęcie ze strony http://codzienneprzyjemnosci.blogspot.com/2012/04/romeo-i-julia-s-prokofiew-teatr-wielki.html

wtorek 15.01.2013

 

Znacie tę piosenkę "Walentyna, Walentyna, już gwiazd kraina ją dobrze zna..."? Ciocia Dorota jej nie znała - najwidoczniej jej Mama jest za młoda, żeby to śpiewać córce;p

Nasza Babcia Mamie śpiewała...

Mimo to Ciocia też się wciągnęła w temat, bo kiedy my śpiewaliśmy twista dla pierwszej kobiety w kosmosie, ona ubolewała nad losem Łajki...

Zamówiliśmy sobie ze strony www.familyspace.pl zestaw "Pudło nie nudno" o tematyce "Kosmos" i dzisiaj je rozpakowaliśmy. Nie wrzucamy na postronę "polecamy", bo jak dla nas "nie powala"... 

Mamy znacznie więcej pomysłów sami z siebie;), naprawdę atrakcyjne dla nas były - ze wszystkiego co zawierało "pudło" - tylko farbki fluorescencyjne (wszystko nam teraz świeci;) i jedna rymowanka, zdecydowanie brakowało nam w zawartości propozycji zabaw i gier, a w dodatku niemało kosztuje. Ale oczywiście nie twierdzimy, że to w ogóle nie jest fajna propozycja. Na pewno przyda się np. rodzicom, którzy nie mają zawodowo czy z doświadczenia nic wspólnego z zajmowaniem się dziećmi i którym brakuje pomysłów na np. weekendowe wspólne spedzanie czasu.

Wczoraj jeszcze "w temacie" zrobilismy wycinanki i przestrzenne figurki z papieru "Kosmos" - tam właśnie spotkaliśmy się z Walentyną i Łajką:)

Tę propozycje oceniają nasi eksperci znacznie wyżej:) - chociaż gdyby nie to, że Szefowa świetnie już sobie radzi z nożyczkami i pomogła Mamie i Cioci wycinać, to reszta Zgrai umarłaby z nudów, albo ewentualnie pocięłaby wszystko na strzępy - łącznie z zasłonami, dywanem i nami:) To po prostu propozycja dla dzieci w wieku raczej wczesnoszkolnym niż przedszkolnym. Wielki plus za ciekawy design. I nie pokuszenie się o rozwiązanie typu "wyciskanie" tekturowych form zamiast wycinania, jakim to ułatwieniem grzeszy zdecydowana większość przedszkolnych i szkolnych "teczek z pracami technicznymi czy plastycznymi".

O inicjatywie możecie przeczytać na stronie projektantek: http://foldme.pl lub tutaj:

http://hipkiddo.pl/6813/crash-test-hipkiddo-fold-me-papierowi-kolednicy-w-3d/

niedziela 13.01.2013

 

Planujemy sobie mnóstwo atrakcji:)

Pobawimy się m.in. w kosmiczne podróże z ufoludkami oraz w wydawanie książek,sprawdzimy nowe przepisy na ciasteczka i babeczki, urządzimy bal przebierańców i bajkową sesję zdjęciową. Początkowo mama miała aspiracje, żeby rozpisać jakiś logiczny plan na te nasze "półkolonie", ale w końcu "zostało postanowione", że po prostu będziemy kolejno realizować najfajniejsze pomysły i robić to, co lubimy;)

Poza tym Szefową i Prezesa zapisaliśmy na półkolonie do szkoły baletowej - ale w nietypowych godzinach, bo od 16 do ok 19:30...

sobota 12.01.2013

Przedszkole Adasia nie uruchamia dużuru w ferie, a w szkole Szefowej i Prezesa zaznaczono, że na zajęcia w ferie w świetlicy zostaną przyjete tylko dzieci w wyjątkowej sytuacji - łatwo było sie domyślić, że my nie jesteśmy uważani za takowe;P

Nie udało nam się znaleźć żadnych ciekawych półkolonii w okolicy, a pieniądze i urlop taty wolimy zostawić sobie na wyjazdy w letnie wakacje:)

Zatem... zapowiadają się wesołe ferie:D

poniedziałek 7.01.2013

 

Mimo, iż jego zalotny uśmiech i odpowiadanie na pytanie "Jak masz na imię?" z przymrużonymi oczyma "Rodżert...", było już niemal tak sławne jak "Bond. James Bond"...

JUZ OFICJALNIE ZMIENIŁ PSEUDONIM ARTYSTYCZNY NA BEBERT!!!